Rzucamy cumy! Ruszamy z Kasteli do Czarnogóry!

rejs staożwo szkoleniowy Chorwacja - Czarnogóra Grupa Wodna
Relacja z Rejsu Stażowo-Szkoleniowego po wodach Chorwacji i Czarnogóry 26.03-04.04.2015

1) 27.03.2015 Piątek: Po dłuuugiej podróży nasz bus parkuje nad brzegiem Splitskiego Zalewu. Prostujemy kości… Piękna pogoda i piękna łajba… za godzinę rzucamy cumy (Marina Kastela Chorwacja) i ruszamy do Czarnogóry. Przed nami kawał Adriatyku do pokonania. Prognozy są dobre, więc pełni optymizmu ształujemy się na naszej łajbie, która przez najbliższy tydzień zastąpi nam dom. 
Trzymajcie kciuki! Obiecujemy relacje na bieżąco, jeśli oczywiście uda się nam znaleźć WiFi;-)… 

2) 28.03.2015 Sobota: Zaraz po opublikowaniu wpisu z 27.03 stała się rzecz wyjątkowa… Gwałtowna BORA z wiatrem dochodzącym do 50 węzłów spadła z gór prosto na marinę Kastela. Jak dobrze, że nie zdążyliśmy oddać cum… W żadnych prognozach nie było informacji o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Neptun się nad nami zlitował:-) Całą noc potężny wiatr grał na wantach i w masztach… Nawet w porcie majtało łajbami na prawo i lewo… Sprawdzając cumy co godzinę, przy chorwackim winie, polaków długie rozmowy zakończyły się o świcie. Dopiero około południa wiatr zmalał na tyle, że podjęliśmy decyzję o wypłynięciu.

3) 29.03.2015 Niedziela: To była długa noc i, jak to powiedział Mariusz: mieliśmy na morzu żeglarski „szwedzki stół”, czyli wszystkie opcje: szkwały po 40 węzłów, absolutną flautę, na zmianę refowanie i stawianie pełnych żagli, wąskie kanały między wyspami, fale na pokładzie, morską sól na twarzach, gwiazdy, a nad ranem delfiny.
Do Cavtad, gdzie czekała nas odprawa do Czarnogóry dopłynęliśmy około południa by… pocałować klamkę.
Uroki żeglowania poza sezonem. Powrót do Dubrovnika, kapitanat, policja, służba celna… ufff… możemy nareszcie przekraczać granicę.
Już w nocy docieramy do Czarnogóry, cumujemy i ponowna papierologia. Po wciągnięciu bandery czarnogórskiej pod prawy saling i naklejeniu winiety na maszt emocje opadają.
Kładziemy się spać zmęczeni i ciekawi miejsca do którego dopłynęliśmy.

4) 30.03.2015 Poniedziałek: krótkie śniadanie, ogarnięcie jachtu i ruszamy w głąb zatoki Kotorskiej.
Potężne, strome stoki górskie wpadające wprost do turkusowej wody robią na nas piorunujące wrażenie. Jak zaczarowani, stoimy na pokładzie wolno sunącego jachtu. W oddali zaśnieżone szczyty.  Po drodze mijamy perły – wysepki na środku zatoki, jedna z kościółkiem, druga z ogrodem.
Cumujemy w Kotorze. Zza starego muru zerkają na nas zameczki, klasztory, wieżyczki, wyślizgane tysiącem kroków chodniki. Inny świat.
Pod wieczór wypływamy w stronę Herceg Novi aby nad ranem szybko się odprawić i wrócić do Chorwacji.

5) 31.03.2015 Wtorek: Herceg Novi położone na stoku górskim urzeka nas ogromną ilością schodków, tarasów, wąskich przejść. Włóczymy się, zaglądamy w prywatne ogrody, odwlekamy ile się da moment wypłynięcia.
Odkryta pływalnia słonowodna przy basenie portowym z boiskiem do water polo wprawia w osłupienie kapitana. Wodny, pływacki raj.

Formalności, kapitanat, policja i już jesteśmy na wodach terytorialnych Chorwacji. Snujemy się leniwie wzdłuż surowego wybrzeża, próbując złowić tuńczyka. Piękny zachód słońca u bram Dubrownika i aromatyczna kawa w knajpce portowej. Eh…

6) 01.04.2015 Środa: Wyznaczamy kolejny, żeglarski cel: wioska Okuklje na wyspie Mljet. Jest już sporo po północy, gdy zaczyna się konkretnie rozwiewać. Pędzimy półwiatrem. Wychylamy nos zza wyspy i… uderza w nas potężny szkwał. Błyskawicznie refujemy się. Ostatni odcinek pomiędzy wyspą Sipan a Mljetem to prawdziwe rodeo. Fale miarowo rozbijają się o lewą burtę, kończąc swój lot na naszych twarzach. Szukamy świateł nawigacyjnych naprowadzających na wioskę. Są! Stajemy do wiatru i zrzucamy żagle. Miarowy stukot diesla towarzyszy podczas wchodzenia do portu.
Odbijacze, cumy, bosak, rękawice, muringi, oko. Rytuał zapewniający bezpieczną keję. Usypiamy na stojąco.

Rano budzą mnie wesołe krzyki. Tego się spodziewałem. Chłopaki, już na pokładzie. Podziwiają turkus. Turkus, który uzależnia. Pomimo chłodu wskakujemy do wody. Szalejemy jak dzieci. Udaje mi się także zrobić pływacki trening.
Szybkie śniadanie i płyniemy dalej. W pobliskiej Sobrze uzupełniamy paliwo i trenujemy manewry portowe.
Niebo gwałtownie ciemnieje. Pojawiają się porywiste szkwały. Przezornie cumujemy łajbę dodając dodatkowe cumy i szpringi. Znów mamy fart. Nad naszymi głowami przetacza się kolejna burza. Wszystko trwa może 30 minut ale cieszymy się, że nie jesteśmy na morzu. Do Korculi mamy kawał drogi, więc ruszamy po krótkim posiłku.

Załoga już zgrana. Wszystkie prace na pokładzie przebiegają szybko i sprawnie. Fruniemy zrefowani ciesząc się każdą chwilą. Do pełni szczęścia brakuje tylko tuńczyków… Niestety omijają nasze wędziska szerokim łukiem… Szproty i śledziki przywiezione z kraju skutecznie ratują sytuację;-)
Powoli zachodzi słońce. Tradycyjnie już spodziewamy się mocnego wiatru. Znów rodeo, ale tym razem z uśmiechami na twarzach. Trening czyni mistrza!
Docieramy pod Korculę dobrze po północy. Niestety jest nawietrzna, więc nieosiągalna. Po drugiej stronie zatoki, na półwyspie Peljesac jest mały porcik – Orebić – w sezonie wypełniony po brzegi, teraz… pusto i cicho! Wchodzimy. Marina jest mała. Korci nas, by przycupnąć przy pierwszym pirsie obok „bavarki”. Wybieramy jednak miejsce w głębi portu, chociaż jest płytko. Kolacja, wino, relaks. 

7) 02.04.2015 Czwartek: Budzi nas ostry sygnał syreny. Jak dobrze, że stanęliśmy dalej, załoga „bavarki” w pośpiechu oddaje cumy – stanęli na miejscu przystanku promu. 
Piękny poranek. Ciepło i słońce. Orebić jest dla nas łaskawy. Zakładam buty biegowe, kilka kilometrów rozbiegania dobrze mi robi. Zapach parzonej kawy już na pirsie zapowiada pyszne śniadanie. 
Czeka nas długi dzień, zostało do pokonania kilkadziesiąt mil, a chcemy jeszcze rzucić okiem na Korculę.
Trawersując korculański kanał, wprawiamy się w „zacieśnionej cyrkulacji” – manewrze, dzięki któremu za pomocą silnika, można w miejscu obrócić łódź żaglową.
Rozchodzimy się po korculańskiej starówce. Podziwiamy piękne miasto z którego pochodzi legendarny żeglarz, odkrywca, podróżnik Marco Polo

Czas w drogę. Wiatr praktycznie ustaje. Czeka nas kilkadziesiąt godzin na silniku…
Ale przecież mamy genakera!
Stawiamy potężny żagiel i… zaczynamy surfować.
Połykamy kolejne mile w doskonałych nastrojach. Według obliczeń, dzięki użyciu genakera zyskamy kilka godzin. Jeśli pogoda się nie zmieni i kierunek wiatru się utrzyma, będziemy w Kasteli ok. 2 w nocy. 
To chyba najpiękniejszy, żeglarski fragment naszego rejsu. Czysta przyjemność. Łajba słucha skipperów, słońce śmieje się znad horyzontu, delikatne szkwały wypełniają żagle, prawie nie buja. Z lekkością pokonujemy kolejne mile. 
Z jednej strony już tęsknimy do bliskich, z drugiej chcemy, aby ta chwila na morzu trwała w nieskończoność.

8) 03.04.2015 Piątek: Zbliżamy się do Kasteli, na horyzoncie majaczy Split. Zaczyna wiać… i to konkretnie. Liczyliśmy na 18-22 węzły… im bliżej portu tym mocniejsze szkwały… 30… 34… 40 knotów.
Nie wejdziemy w takich warunkach do mariny. Przygotowujemy odbijacze, cumy na dziobie, rufie, szpringi na śródokręciu. Kręcimy się przed główkami portu… a nóż na chwilę ucichnie wiatr, a nóż uda się gdzieś przycupnąć. Pojawia się obsługa portu. Wskazuje nam miejsce…
Pierwsze podejście. Ostrożnie, rufą pod wiatr zbliżamy się do zawietrznej kei. Nagły szkwał z prawej burty. Groźnie odstawia nas na bok. Paweł błyskawicznie wybiera muring… Nie zdążę skontrować, a bez prędkości łajba jest jak bezwładny worek. Krótka decyzja, puść muring, odchodzimy.
Podejście drugie. Przy pierwszej główce portu ekipa mariny wskazuje polery. Dodatkowo miejsce osłania stojący w marinie holownik. Jest nadzieja. Decyzja: alongside prawa burta. Przekładamy błyskawicznie wszystkie odbijacze na prawą stronę łajby. Chwilowo wieje równo. Mocno, ale równo. To dobry znak. Z manewrową prędkością, dziobem idziemy na keję. 2 mety przed pirsem ster lewo na burt. Łajba się słucha. Delikatnie opieramy się o keję z zerową prędkością. Brawa! Dla całej załogi. Wszyscy zadziałali jak dobrze naoliwiony mechanizm. Szpringi, dodatkowe cumy i dodatkowe odbijacze. Buja nami, ale jest stabilnie. W sztormiakach padamy na kojach. To był kolejny długi dzień.
Według prognoz ok. 12 zacznie cichnąć wiatr. Do tego czasu jesteśmy już spakowani, najedzeni, przygotowani do długiej drogi powrotnej.
11:00 wiatr słabnie na tyle, że w asekuracji portowego RiBa wchodzimy do mariny. RiB na szczęście się nie przydaje, ale świadomość, że ktoś czuwa, dodaje nam wiary we własne siły. Szybki check out, pożegnania i już siedzimy w busie. Przed nami ponad 1600 km…

Do zobaczenie na szlaku.
Niezawodna Grupa Wodna!

Zobacz pełną galerię z rejsu: kliknij

Jak dołączyć do załogi? Kiedy następny rejs? Chcę żeglować z Grupą Wodną!
Wyślij mejla na biuro@grupawodna.pl
rejs stażowy szkoleniowy Chorwacja Czarnogóra Grupa Wodna croatia16

openwater Chorwacja trening pływacki

rejs stażowo szkoleniowy Chorwacja Czarnogóra Grupa Wodna

rejs stażowy Chorwacja Czarnogóra Kotor Grupa Wodnarejs stażowo szkoleniowy Chorwacja Czarnogóra Grupa Wodna

rejs Stażowo szkoleniowy Chorwacja Czarnogóra Grupa Wodna
Rejs stażowo szkoleniowy Chorwacja Czarnogóra Grupa Wodna
rejs stażowo szkoleniowy Chorwacja Czarnogóra Grupa Wodna
rejs stażowo szkoleniowy Chorwacja Czarnogóra Grupa Wodna

Share

Dodaj komentarz